Elżbieta siedziała w kuchni i popijała ulubioną malinową herbatę. W jednej ręce trzymała filiżankę z parującym napojem, w drugiej ulubioną książkę, którą był romans historyczny, osadzony w XV wieku we Francji. Lektura pochłaniała ją bez reszty, przenosiła w inny, fascynujący świat bali, wytwornych toalet i wielkich miłości. Nie chciała wracać z tego świata, tym bardziej, że rzeczywistość w przeciwieństwie do książkowego romansu prezentowała się szaro i nieciekawie. Od ponad dwóch tygodni nie odkurzała mieszkania, stos brudnych naczyń piętrzył się w zlewozmywaku, a lodówka świeciła pustkami. Pranie błagało o wyprasowanie a okna o umycie. Na nic nie miała czasu.
A może czas miała, tylko z chęciami to jakoś gorzej. Już od jakiegoś czasu Elżbieta wynajdowała sobie coraz to nowe zajęcia, odsuwając od siebie, jak tylko można najdalej sprzątanie. No cóż nie da się zaprzeczyć, że nie urodziła się pedantką. Pewne zatem i jasne jak słońce, że urodziła się jako skończona bałaganiara. Bałaganiara i leń do kwadratu.
Copyright @ 2010 Kawa i herbata