Weronika stała przy kuchennym blacie i kroiła żółty ser, układała go w plasterkach na półmisku. „muszę jeszcze pokroić pomidory i rzodkiewkę” pomyślała. Henryk stał przy ekspresie i parzył poranną kawę. Małżeństwo Kowalskich znowu powróciło do tematu przeprowadzki. Wałkowali go w każdej wolnej chwili, od niemal dwóch miesięcy. Weronika miała serdecznie dość ślęczenia w malutkim, dwupokojowym mieszkanku, mieszczącym się na ostatniej kondygnacji niezbyt atrakcyjnego bloku.
Chciała przeprowadzić się na obrzeża miasta, a najlepiej mieć dom z ogródkiem. Przekonywała już od jakiegoś czasu Henryka, że przeprowadzka jest konieczna, głównie ze względu na małego, dwuletniego Adasia, który teraz właśnie zapamiętale układał klocki. Mały był alergikiem i miejskie powietrze nie bardzo mu służyło. Henryk wahała się, gdyż przeprowadzka oznaczała by konieczność dojazdów do pracy, którą teraz miał pod nosem. Jednak zdawał sobie sprawę, ze Weronika jest niezwykle wytrwała i będzie mu wiercić dziurę w brzuchu póki nie osiągnie swego celu.
Copyright @ 2010 Kawa i herbata